W poprzednim poście obiecałem opublikować coś bardziej ambitniejszego. Publikuję zatem portret o boskim numerze 3. Ta dam! Ale zaraz, zaraz. Niby wszystko jest okej, ale jednak coś tu nie pasuje. Wiem! Ten rysunek jest do bani! Poprzednim portretem o numerze 2 zawiesiłem sobie wysoko poprzeczkę i niestety tym razem poległem. Cóż, tak bywa. Popełniłem przy nim wiele karygodnych błędów, ale już nie będę pastwił się nad sobą. Dlaczego zatem publikuję tego potworka? Ponieważ trzeba kochać wszystkie swoje dzieci, nie tylko te piękne ;) Nadprogramowa ilość ust w dziwnych miejscach to oczywiście wynik lenistwa i oszczędności, nie chciałem zaczynać na nowej stronie. ale i czy mogłem tak piękne usta zamalować/wymazać? Na pocieszenie jednak mały bonus. Rysunek może marny ale za to przygotowałem (na kolanie) całkiem zacny wierszyk. Jest to nostalgiczna podróż w czasy mej młodości, której kilka lat pozostawiłem na pewnej ulicy krakowskiej. Ludzie przychodzą i odchodzą, a ulice jak pozostają....