Bag of bones (serial telewizyjny, 2011)
Na wstępie chciałbym wam coś wyznać. Tak,
jestem wielkim fanem twórczości Stephen'a King'a. Po tym krótkim lecz ważnym
dla niniejszego posta wyznaniu możemy przejść do rzeczy, czyli do tytułowego
Worka kości. Naturalnym biegiem wypadków powinno być najpierw zrecenzowanie
powieści a dopiero po tym jej ekranizacji. Ja jednak, jako że jestem świeżo po
obejrzeniu tej adaptacji, postawię ten porządek nieco na głowie.
Bag of bones jest
dwuodcinkowym mini serialem, będącym ekranizacją powieści King'a z roku 1998, o
tym samym tytule. Głównym bohaterem historii jest Mike Noonan, poczytny pisarz,
który po śmierci żony wyrusza w poszukiwaniu weny i ukojenia do letniego domku,
położonego nad jeziorem Dark Score. Na miejscu przekonuje się, że nie jest
jedynym lokatorem domu, i że przyjdzie mu zmierzyć się z siłami wymykającymi
się szeroko pojętemu zdrowemu rozsądkowi. Tak pokrótce wygląda fabuła. Jest ona
w większości zgodna z pierwowzorem. Zmiany nie wpływają znacznie na sama
historię i można je tłumaczyć ograniczeniami czasowymi jakie narzuca produkcja
telewizyjna co w przypadku King’a i jego „opasłych” dzieł bywa smutną
koniecznością. Smutną gdyż wartość powieści mistrza grozy tkwi właśnie w
wielowątkowości historii i wielowymiarowości postaci, co trudno zawrzeć w
filmie. Ale to temat na inny artykuł.
Przejdźmy do obsady. I tu czeka nas (a
przynajmniej mnie) mała niespodzianka. W główna rolę wcielił się Pierce
Brosnan, którego raczej przedstawiać nikomu nie trzeba. I tyle jeśli chodzi o
gwiazdy. Reszta aktorów jest lepiej lub gorzej znana, głównie z innych seriali.
Co do gry aktorskiej raczej nie można się przyczepić, choć nie jest to na pewno
Mount Everest aktorstwa. Sceneria w jakiej toczy się akcja jest przyjemna,
przywodząca na myśl pozytywne skojarzenia choć moim zdanie mało wyeksponowana.
A teraz sedno wywodu czyli to co tygryski
lubią najbardziej. Serial jest... niezły. Czyli jaki? Ani dobry, ani zły?
Hmm... Jako, że przeczytałem powieść przyznaję, iż w kilku miejscach byłem
zawiedziony. Niektóre dialogi wydawały się być wciśnięte na siłę tylko po to by
naprowadzić widza na właściwy tok rozumowania, tak jakby sam nie mógł się domyślić
o co chodzi. Co więcej były takie sceny, które zamiast trzymać w napięciu śmieszyły
(np. scena pościgu). Właściwie im dłużej oglądałem tym bardziej czułem się rozczarowany.
Ale nie było to rozczarowanie z gatunku „to najgorzej spędzone 3 godziny w moim
życiu”. Podsumowując mogę powiedzieć, że serial Bag of bones to pozycja warta
obejrzenia, choćby po to by przypomnieć sobie fabułę powieści. Ale polecam
nabrać do niej dystansu i nie traktować zbyt na poważnie. Dla tych z kolei,
którzy nie przeczytali jeszcze powieści lub z różnych przyczyn nie zamierzają
przeczytać jej, serial ten będzie ciekawą propozycją na wieczór filmowy.
P.S. Mała ciekawostka na koniec. Powieść
napisana została jeszcze w erze „przed komórkowej” a przynajmniej w czasie gdy
nie były one tak powszechne. Natomiast w serialu główny bohater korzysta ze współczesnych
nowinek, czyli smartfonu i tabletu.
Komentarze
Prześlij komentarz