Portret nr. 3
W poprzednim poście obiecałem opublikować coś bardziej ambitniejszego. Publikuję zatem portret o boskim numerze 3. Ta dam! Ale zaraz, zaraz. Niby wszystko jest okej, ale jednak coś tu nie pasuje. Wiem! Ten rysunek jest do bani! Poprzednim portretem o numerze 2 zawiesiłem sobie wysoko poprzeczkę i niestety tym razem poległem. Cóż, tak bywa. Popełniłem przy nim wiele karygodnych błędów, ale już nie będę pastwił się nad sobą.
Dlaczego zatem publikuję tego potworka? Ponieważ trzeba kochać wszystkie swoje dzieci, nie tylko te piękne ;) Nadprogramowa ilość ust w dziwnych miejscach to oczywiście wynik lenistwa i oszczędności, nie chciałem zaczynać na nowej stronie. ale i czy mogłem tak piękne usta zamalować/wymazać?
Na pocieszenie jednak mały bonus. Rysunek może marny ale za to przygotowałem (na kolanie) całkiem zacny wierszyk. Jest to nostalgiczna podróż w czasy mej młodości, której kilka lat pozostawiłem na pewnej ulicy krakowskiej. Ludzie przychodzą i odchodzą, a ulice jak pozostają.
na pewnej ulicy w mieście krakowie,
nic nie jest tak jak wszędzie,
wszystko stoi na głowie!
trampki zamiast na nogach wygodnie się mościć,
wiszą swobodnie na telefonicznym drucie,
psując telefonicznych plotek snucie
wiszą swobodnie na telefonicznym drucie,
psując telefonicznych plotek snucie
co to za ulica, że takie obyczaje?
pewno mieszkają tam same hultaje!
znałem jednego kiedyś przelotnie,
taki to nie usiedzi jak w nic nie kopnie
co to zatem za ulica wyrodna?
Bałuckiego Michała, mieszkałem kiedyś tam przelotnie.
pewno mieszkają tam same hultaje!
znałem jednego kiedyś przelotnie,
taki to nie usiedzi jak w nic nie kopnie
co to zatem za ulica wyrodna?
Bałuckiego Michała, mieszkałem kiedyś tam przelotnie.
a trampki, rzecz prawdziwa,
czy wiszą nadal, to rzecz wcale nie wątpliwa.
czy wiszą nadal, to rzecz wcale nie wątpliwa.

Lepiej kontynuuj poezji swej czary,
OdpowiedzUsuńzamiast rysować ust trzy pary!
Usta na czole, trampki na drucie,
but w butonierce, ser na surducie...
Wszystko się miesza, wszystko przekręca,
dla Stacha pod lasem zabrakło już miejsca...